Archiwa LekturaFWG - Fundacja Wolności Gospodarczej wolnagospodarka.info Fri, 09 Jan 2026 20:42:18 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=7.0.4 „Federalista” po polsku. FWG zainicjowała wydanie klasyki amerykańskiej myśli politycznej https://wolnagospodarka.info/federalista-po-polsku/ Fri, 09 Jan 2026 08:23:40 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=11181 Jedna z najważniejszych książek w historii demokracji i konstytucjonalizmu – „The Federalist Papers” autorstwa Alexandra Hamiltona, Johna Jaya i Jamesa Madisona – po raz pierwszy ukazała się po polsku.

Artykuł „Federalista” po polsku. FWG zainicjowała wydanie klasyki amerykańskiej myśli politycznej pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Federalista” po polsku. FWG zainicjowała wydanie klasyki amerykańskiej myśli politycznej

Autor: Marcela Jankowska



Jedna z najważniejszych książek w historii demokracji i konstytucjonalizmu – „The Federalist Papers” autorstwa Alexandra Hamiltona, Johna Jaya i Jamesa Madisona – po raz pierwszy ukazała się w całości po polsku.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

Dzięki wsparciu Liberty Fund i Fundacji Wolności Gospodarczej, polscy czytelnicy mogą sięgnąć po dzieło, które ukształtowało system polityczny Stanów Zjednoczonych i do dziś inspiruje zwolenników wolności, republikanizmu oraz państwa prawa.

Po co dziś czytać „Federalistów”

„The Federalist Papers” to jedno z kluczowych dzieł zachodniej kultury politycznej i tekst, który pozwala zrozumieć źródła nowożytnego konstytucjonalizmu: rządy prawa, podział władz, ochronę wolności jednostki oraz ideę odpowiedzialnego państwa.

Jak przypomina we wstępie Błażej Moder, Przewodniczący Rady FWG i inicjator wydania tej książki w Polsce, to właśnie szczególne połączenie idei i instytucji przesądziło o powodzeniu amerykańskiego projektu ustrojowego: „Historia świata zachodniego jest nierozerwalnie związana z pewnymi prądami intelektualnymi, które stanowią fundamenty tego kręgu cywilizacyjnego. […] Niewątpliwie do kanonu doktryn politycznych należą antyczna myśl grecka i rzymska, a także myśl chrześcijańska. […] Jednym z tych intelektualnych fenomenów, który zmienił losy nie tylko kraju i kontynentu, lecz także świata, jest powstanie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej” – czytamy we wstępie.

Moder podkreśla również praktyczny wymiar lektury: „Oddajemy w ręce czytelników niezwykłą książkę, która – mamy nadzieję – zainspiruje do refleksji nad potęgą idei w kształtowaniu państwa, rolą prawa, kulisami jego stanowienia oraz społecznymi, politycznymi i gospodarczymi konsekwencjami tego procesu”.

Głosy, które ukształtowały nowoczesny konstytucjonalizm

Eseje podpisane wspólnym pseudonimem „Publius”, pod którym kryli się Hamilton, Madison i Jay, powstały w latach 1787–1788 jako argumentacja na rzecz ratyfikacji Konstytucji Stanów Zjednoczonych, skierowana przede wszystkim do mieszkańców stanu Nowy Jork. Dziś fascynują erudycją, przenikliwością oraz realistycznym namysłem nad funkcjonowaniem instytucji państwa.

Jak zauważa James Madison, „skupienie całej władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej w tych samych rękach, czy to jednego człowieka, czy kilku lub wielu ludzi, i czy jest taka władza dziedziczna, samozwańcza czy wyborna, może być słusznie uznane za definicję tyranii” (Federalista nr 47).

Polskie wydanie „Federalisty” ukazuje się w momencie intensywnych debat o konstytucji, praworządności i granicach władzy publicznej w Polsce.

Zdaniem Błażeja Modera, śledzenie losów i decyzji Ojców Założycieli to doświadczenie, które nieustannie fascynuje i imponuje. „Jakiej mądrości, przenikliwości i determinacji potrzeba było, aby stworzyć fundamenty państwa, które w ciągu niewiele ponad stu lat od założenia stało się globalną potęgą” – zauważa Przewodniczący Rady FWG.

Prof. Tomasz Tulejski, redaktor naukowy wydania, nazywa „Federalistów” wielkim pomnikiem atlantyckiej tradycji politycznej i konstytucyjnej, a eseje „stworzyły jednak przy okazji kanon klasycznej amerykańskiej refleksji politycznej, zawierając wiele ważnych przemyśleń na temat ludzkiej natury, wolności, własności, systemów rządów i odpowiedzialności rządzących”.

W posłowiu prof. Tulejski podkreśla, że Hamilton, Madison i Jay w przemożnym stopniu wpłynęli na mentalność polityczną dzisiejszego człowieka Zachodu.

Angielskie wydanie tej wersji „The Federalist Papers” zostało opublikowane w 2001 roku przez Liberty Fund, Inc. Polska edycja ukazuje się za zgodą Liberty Fund, Inc. i została dofinansowana przez Liberty Fund oraz Fundację Wolności Gospodarczej.

Polskim wydawcą jest Wydawnictwo Nieoczywiste. Tłumaczenie: Janusz Stawiński. Redaktor naukowy i autor posłowia: prof. dr hab. Tomasz Tulejski, Uniwersytet Łódzki.

Więcej informacji o książce na stronie Wydawnictwa Nieoczywiste >>


Artykuł „Federalista” po polsku. FWG zainicjowała wydanie klasyki amerykańskiej myśli politycznej pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> „Społeczeństwo handlowe: Wprowadzenie do etyki i ekonomii” [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/spoleczenstwo-handlowe-wprowadzenie-do-etyki-i-ekonomii-lekturyfwg/ Wed, 27 Aug 2025 13:52:02 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=10786 Człowiek jest zwierzęciem stworzonym do współpracy i w pełni realizować się może tylko w kontaktach z innymi. Zapewniają mu one nie tylko przetrwanie biologiczne, ale też możliwość moralnego rozwoju. A że znaczna część tych kontaktów odbywa się na rynku, stąd naturalne jest połączenie tematyki ekonomii z etyką.

Artykuł „Społeczeństwo handlowe: Wprowadzenie do etyki i ekonomii” [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Społeczeństwo handlowe: Wprowadzenie do etyki i ekonomii” [LekturyFWG]

Autor: FWG



Człowiek jest zwierzęciem stworzonym do współpracy i w pełni realizować się może tylko w kontaktach z innymi. Zapewniają mu one nie tylko przetrwanie biologiczne, ale też możliwość moralnego rozwoju. A że znaczna część tych kontaktów odbywa się na rynku, stąd naturalne jest połączenie tematyki ekonomii z etyką.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

27.08.2025

Społeczeństwo handlowe: Wprowadzenie do etyki i ekonomii to dość oryginalna książka, łącząca funkcję popularnonaukowego wprowadzenia do tytułowych dziedzin (i nie tylko) wraz z zadaniem bycia już trochę poważniejszym podręcznikiem do ekonomii. Przyjrzyjmy się, jak to wyszło.

Autorzy nie podpisali, kto odpowiadał za jaką część książki, ale po ich specjalizacjach możemy się domyślać. Doktor Cathleen Johnson jest specjalistką od ekonomii eksperymentalnej, Robert Lusch profesorem marketingu i przedsiębiorczości, a David Schmidtz profesorem filozofii. I, mimo że w książce zdecydowanie dominują zagadnienia ekonomiczne, to filozofia jest jej głównym spoiwem i myślą przewodnią, a dokładniej – filozofia liberalna i libertariańska.

W ramach tych sposobów myślenia handel jawi się jako podstawowa forma współpracy z obcymi, a ta, jest czymś unikalnym dla homo sapiens. Nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić sami, a na prezenty nie możemy zawsze liczyć. Dlatego istnieje tylko jedna uniwersalna alternatywa dla handlu. Jest to kradzież. Wszystko wskazuje na to, że gdybyśmy to ją wybrali na główną strategię zdobywania dóbr oprócz produkcji, to wymarlibyśmy, jak inne gatunki ludzkie.

W świetle tego bezpieczeństwo własności prywatnej jest kluczowe. Gdy wierzymy, że możemy powiedzieć „nie” komuś, kto chce wziąć coś naszego to, zamiast poświęcać czas na obronę swojej własności, możemy go przeznaczyć na produkcję. Zaczynamy wtedy reklamować swoje wartościowe rzeczy, zamiast je chować przed chciwymi oczami.

Po ustaleniu tego etycznego minimum (nie zabijaj, nie kradnij), autorzy przechodzą do systematycznego wykładu ekonomii od podstaw. Omówione zostają takie zagadnienia, jak handel, zasoby, koszty, instytucje, przewaga komparatywna, podział pracy, popyt i podaż, ceny, teoria przełożonego-agenta, różne formy własności, monopole, protekcjonizm, instytucje i instrumenty finansowe, bankowość, innowacje i przedsiębiorczość. Pojawiają się też tematy makroekonomiczne, takie jak różne sposoby pomiaru wzrostu gospodarczego, polityka fiskalna, monetarna, czy teoria wyboru publicznego. Jest też sporo o podstawach rachunkowości, marketingu i finansach osobistych.

Książka podzielona jest na dużo dość krótkich rozdziałów, na koniec których zawsze, w ramach sekcji „Dyskusja i ćwiczenia” pojawiają się pytania do przemyślenia, pomagające utrwalić i pogłębić treść tego, co się właśnie przeczytało. Kolejność omawianych zagadnień jest tak ułożona, że nie wymaga się od czytelnika nic więcej, niż znajomości poprzednich rozdziałów. Pojawia się trochę podstawowych wykresów, jakie można znaleźć w bardziej konwencjonalnych podręcznikach do mikroekonomii, ale zdecydowana większość książki to dość luźny i łatwy w odbiorze wywód.

Czujny czytelnik może się dopatrzeć paru błędów, czy dyskusyjnych tez, ale dotyczą one dygresji na temat filozofii starożytnej, czy historii średniowiecza, a nie ekonomii, więc za bardzo one nie szkodzą. Jeśli więc nie lubicie typowych podręczników, a chcecie nadrobić zaległości z ekonomii albo zastanawiacie się, czy warto ją studiować, to Społeczeństwo handlowe może być całkiem przyzwoitym wyborem. Przydać się też może jako narzędzie do pogłębienia zrozumienia związków etyki z ekonomią, czy jako pomoc dydaktyczna dla akademików, którzy chcieliby pobudzić swoich studentów do ciekawej dyskusji.

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej



Artykuł „Społeczeństwo handlowe: Wprowadzenie do etyki i ekonomii” [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> Co czytać w wakacje? Poznaj 4 propozycje z Biblioteki Wolności [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/4-ksiazki-na-wakacje/ Thu, 24 Jul 2025 09:06:06 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9781 Wakacje to doskonały moment, aby sięgnąć po inspirujące książki. Oto 4 propozycje, które nie tylko uprzyjemnią letni wypoczynek, ale także skłonią do refleksji.

Artykuł Co czytać w wakacje? Poznaj 4 propozycje z Biblioteki Wolności [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

Co czytać w wakacje? Poznaj 4 propozycje z Biblioteki Wolności [LekturyFWG]

Autor: Karolina Gemza



Wakacje to doskonały moment, aby sięgnąć po inspirujące książki. Oto 4 propozycje, które nie tylko uprzyjemnią letni wypoczynek, ale także skłonią do refleksji.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

24.07.2025

Wyjazd na urlop, workation, a może wypoczynek w domu? Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów FWG, przygotował propozycję lektur, które idealnie sprawdzą się na wakacje… i zmieszczą się do bagażu podręcznego. W większości.

„Przetrwają najżyczliwsi” – Brian Hare, Vanessa Woods

Autorzy z niezwykłą lekkością pokazują na przykładzie badań z różnych dziedzin nauki, że historia ludzkości to nie historia przetrwania najsilniejszych i najbrutalniejszych stworzeń, lecz historia empatii i szeroko zakrojonej współpracy. Warto mieć to na uwadze szczególnie dziś, gdy znów aktywnie szerzy się lęk przed obcymi. Dla nieprzekonanych mam jeszcze jeden argument: zwierzęta. Książka obfituje w ciekawostki o nich. 

Przeczytaj recenzję tej książki z cyklu #LekturyFWG>>

„Sztuka zwycięstwa. Wspomnienia twórcy Nike” – Phil Knight 

Barwna autobiografia założyciela Nike jest nie tylko opowieścią o przedsiębiorczości, ale także pokazuje, jak wolność gospodarcza i odwaga mogą zmieniać świat. Książka inspiruje do podążania za swoją pasją i determinacją nawet w starciu z trudnościami. To znaczy, nie wiem, bo nie czytałem – ale tak twierdzi nasza specjalistka ds. komunikacji Karolina Gemza. 

Przeczytaj recenzję tej książki z cyklu #LekturyFWG>> 

„800 dni. Szok kontrolowany” – Leszek Balcerowicz

Nowe wydanie barwnej relacji z czasów transformacji polskiej gospodarki. To wgląd w decyzje, które wpłynęły na przyszłość kraju i sprawiły, że startując z poziomu gospodarczego Ukrainy, staliśmy się w 30 lat lokalnym liderem gospodarczym – świetna propozycja, jeśli chcesz zrozumieć mechanizmy zmian i proces dochodzenia do wolności gospodarczej, ale nie chcesz utonąć w liczbach i interesuje cię też kontekst kulturowy. Forma luźnych przemyśleń idealnie sprawdzi się podczas wakacyjnego wypoczynku.

„Burżuazyjna Godność” – Deirdre McCloskey

Last but not least – i to na kilku warstwach dosłowności, bo to najobszerniejsza z tych propozycji. Dla niektórych urlop oznacza czas, który można przeznaczyć na cięższe lektury, wymagające więcej uwagi. Praca i nauka często odciągają nas od tego, co chcielibyśmy przeczytać najbardziej. A możliwe, że najbardziej chcecie przeczytać to. McCloskey rozprawia się z wieloma mitami na temat źródeł zachodniego bogactwa i przekonuje, że prawdziwy postęp i dobrobyt zawdzięczamy nie samej rewolucji przemysłowej, lecz przemianom w myśleniu o godności i poczuciu wartości ludzi przedsiębiorczych. Także jeśli najlepiej wypoczywacie, czytając o tym, że przecenia się rolę imperializmu w budowaniu współczesnych społeczeństw, to biegnijcie do księgarni po swój bilet do intelektualnego SPA.



Artykuł Co czytać w wakacje? Poznaj 4 propozycje z Biblioteki Wolności [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> Klasyczny liberalizm w nowoczesnej formie. Poznaj Bibliotekę Wolności! https://wolnagospodarka.info/biblioteka-wolnosci-poznaj/ Wed, 23 Jul 2025 11:20:06 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9756 Ponad 3 tysiące książek, dziesiątki unikatowych wydań i nowoczesne treści, które przyciągają setki tysięcy odbiorców. Biblioteka Wolności to projekt, który łączy najlepsze idee wolnościowe z językiem współczesnych mediów. 

Artykuł Klasyczny liberalizm w nowoczesnej formie. Poznaj Bibliotekę Wolności! pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

Klasyczny liberalizm w nowoczesnej formie. Poznaj Bibliotekę Wolności!

Autor: Karolina Gemza



Ponad 3 tysiące książek, dziesiątki unikatowych wydań i nowoczesne treści, które przyciągają setki tysięcy odbiorców. Biblioteka Wolności to projekt, który łączy najlepsze idee wolnościowe z językiem współczesnych mediów. 

Przekaż 1,5% podatku na OPP

23.07.2025

MIEJSCE, KTÓRE MA SWÓJ ZAPACH – ZAPACH STARYCH KSIĄŻEK

W Konopiskach znajduje się wyjątkowa kolekcja książek, którą kompletujemy w ramach projektu Fundacji Wolności Gospodarczej – Biblioteki Wolności. W naszych zbiorach znajduje się już ponad 3000 dzieł wybitnych autorów, którzy zmieniali świat idei: od Adama Smitha, przez von Misesa, Hayeka, Locke’a, Friedmana, Tocqueville’a, po Bastiata, Ayn Rand, Johna Stuarta Milla i wielu innych.

Wśród perełek z naszych zbiorów, znajdują się między innymi: ,,The Wealth of Nations” Adama Smitha z 1791 roku, pierwsze wydanie ,,Principales causes de la richesse ou de la misère des peuples et des particuliers” Saya oraz ,,Two Lucky People” z autografami Miltona i Rose Friedmanów.

Ale Biblioteka Wolności to nie tylko prawdziwy zbiór wyjątkowych książek. Projekt rozwija się również w Internecie. 

INTERNETOWY KATALOG 

Niedawno uruchomiliśmy katalog online – platformę, na której znajdują się tytuły zgromadzone przez FWG przez ostatnie lata. Dzięki intuicyjnemu interfejsowi użytkownicy mają możliwość przeszukiwania zbiorów i przeglądania opisów interesujących pozycji. Katalog jest regularnie uzupełniany i poszerzany o nowe pozycje. 

Więcej o katalogu możesz się dowiedzieć tutaj>>

#LEKTURYFWG

W cyklu #LekturyFWG regularnie publikujemy recenzje wartościowych książek – od klasyków ekonomii jak ,,Planowany chaos” Ludwiga von Misesa, aż po nowe wydania, jak ,,Era Mileia” Philippa Bagusa i „Milei. Rewolucja, której elity polityczne się nie spodziewały” Nicolasa Marqueza i Marcela Duclosa. 

Żeby być na bieżąco z nowymi recenzjami, obserwuj Fundację Wolności Gospodarczej w mediach społecznościowych i nasze aktualności!

OBSERWUJ BIBLIOTEKĘ WOLNOŚCI NA INSTAGRAMIE

Na Instagramie projektu (@bibliotekawolnosci_official) publikujemy rolki, które przybliżają kluczowe idee i argumenty ze świata wolności i gospodarki. Najlepsze z nich osiągają nawet kilkuset tysięcy wyświetleń i wywołują żywe dyskusje w komentarzach.

Nie ma tu przypadkowych treści, suchego wykładu ani słupków z Excela. Są za to konkretne wnioski z wartościowych książek, krótkie, dopracowane formaty wideo i tematy, które naprawdę angażują: migracja, wolność, kapitalizm, podatki, populizm, gospodarka.

Naszą misją jest pokazywanie, że nawet najbardziej złożone zagadnienia ekonomiczne można wyjaśnić w sposób przystępny i angażujący – niezależnie od tego, czy mówimy o wyborach, deregulacji czy wnioskach z badań przytoczonych w ,,Manifeście kapitalistycznym” Johana Norberga. 

Jeśli szukasz wartościowych treści opartych na literaturze, ale podanych w dynamicznej i wygodnej formie – zaobserwuj Bibliotekę Wolności (@bibliotekawolnosci_official) na Instagramie i bądź na bieżąco z wartościową wiedzą!



Artykuł Klasyczny liberalizm w nowoczesnej formie. Poznaj Bibliotekę Wolności! pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> „Cztery eseje o wolności”, Isaiah Berlin [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/cztery-eseje-o-wolnosci-isaiah-berlin-lekturyfwg/ Mon, 14 Jul 2025 08:16:05 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9723 Choć omawiana książka nosi tytuł Cztery eseje o wolności, to tak naprawdę Isaiah Berlin znany jest szerzej nie z całej tej publikacji, lecz z jednego, najważniejszego tekstu pt. Dwie koncepcje wolności. I szczerze mówiąc ciężko się dziwić.

Artykuł „Cztery eseje o wolności”, Isaiah Berlin [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Cztery eseje o wolności”, Isaiah Berlin [LekturyFWG]

Autor: FWG



Choć omawiana książka nosi tytuł Cztery eseje o wolności, to tak naprawdę Isaiah Berlin znany jest szerzej nie z całej tej publikacji, lecz z jednego, najważniejszego tekstu pt. Dwie koncepcje wolności. I szczerze mówiąc ciężko się dziwić.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

14.07.2025

W pierwszej pracy pt. Idee polityczne XX wieku autor twierdzi, że tym, co odróżnia współczesne mu ideologie od tych XIX-wiecznych, jest zanik wiary w możliwości rozumu i większy pesymizm co do natury człowieka. Ma to, jego zdaniem, tłumaczyć brutalność totalitaryzmów i tendencje lewicowych liberałów do ograniczania wolności słowa i przekonań.

Drugi esej Konieczność historyczna ogniskuje w sobie poważny problem z całym piśmiennictwem Berlina, które jest przegadane i niepotrzebnie zagmatwane. O ile w poprzednim tekście tak tego nie widać, bo jednak przedstawia w miarę oryginalne spojrzenie, o tyle tutaj, autor głównie przedstawia różne koncepcje związane z błędnym przekonaniem o tym, że historia ma jakiś odgórny cel i uniwersalne prawa, a jednostki się nie liczą i powinny podporządkować się procesom większym od siebie. Berlin krytykuje je, ale w sposób mało odkrywczy i niezwykle płytki. Zdecydowanie lepiej sięgnąć tu po prace Misesa czy Hayeka.

Czwarty tekst nosi tytuł John Stuart Mill i cele życia i jak sama nazwa wskazuje, jest omówieniem postaci Milla i jego filozofii, która miała być, zdaniem Berlina, zrewolucjonizowaniem sposobu myślenia o wolności, indywidualności i pluralizmie wartości. Łatwo się domyślić, że podobnych omówieni powstały setki i to niekoniecznie się jakoś wyróżnia.

Tym, co naprawdę warto przeczytać, są wspomniane we wstępie tej recenzji Dwie koncepcje wolności. Te tytułowe dwa ujęcia nie są oczywiście jakimś „wynalazkiem” Berlina i one w jakiś mniej lub bardziej uświadomiony sposób funkcjonowały już wcześniej w zachodnim kręgu cywilizacyjnym. Berlin je po prostu wydestylował, nazwał i przeciwstawił sobie, wyostrzając w ten sposób nasze rozumienie na ich temat.

Co to za dwie koncepcje? Pierwsza z nich to wolność negatywna i polega ona wyłącznie na wolności od przymusu. Sama niemożność osiągnięcia założonego sobie celu nie oznacza jeszcze przymusu, jeśli nie jest ona spowodowana działaniem innych ludzi. Przykładowo brak pieniędzy na zagraniczne wakacje to nie brak wolności, ale już prawny zakaz opuszczania kraju, by takim był. Braku możliwości biegania przez osobę niepełnosprawną na wózku inwalidzkim nikt nie nazywa przecież brakiem wolności, a co najwyżej brakiem sprawności.

Dlatego wolność negatywna jest charakterystyczna przede wszystkim dla klasycznych liberałów i libertarian, przytaczających często hasło „wolność mojej pięści jest ograniczona wyłącznie bliskością czyjegoś nosa”. Dopóki sami nie stosujemy wobec kogoś przymusu, możemy wszystko. Jeśli nasze działania mają charakter przymusowy, są nieuprawnione, bo naruszają czyjąś wolność. Nie ma czegoś takiego, jak „wolność do zabijania i okradania”. Za to jest wolność od bycia zabitym i okradzionym.

Druga koncepcja dotyczy wolności pozytywnej, popularnie zwanej „wolnością do”. Kładzie ona nacisk na możliwość realizacji swoich celów oraz samostanowienie jednostki, czyli panowanie nad sobą, swoimi namiętnościami i decyzjami. W jakimś stopniu uznają ją praktycznie wszyscy poza klasycznymi liberałami, argumentując, że wolność negatywna jest abstrakcyjna i mało przydatna. Oferowanie ochrony przed ingerencją państwa półnagim, niedożywionym i chorym analfabetom jawi się niektórym jako drwina z ich położenia. Wymagają oni jakiegoś egzystencjalnego minimum, czy to w postaci edukacji, czy po prostu pieniędzy na życie, by móc cieszyć się swoją wolnością negatywną. Jeśli np. nie stać ich na studia, to ich decyzja o niestudiowaniu nie jest wcale wolna – mógłby powiedzieć zwolennik tej koncepcji. Stąd wszelkiego rodzaju redystrybucja zasobów na pokrycie potrzeb ludzi mniej zamożnych miałaby zwiększać zakres ich wolności.

W tradycji filozoficznej, sięgającej Platona i wędrującej przez Rousseau, Hegla aż po dzisiejszych myślicieli, wolność pozytywna wiązała się z samourzeczywistnieniem, panowaniem rozumu nad „niższą naturą” lub podporządkowaniem się „prawdziwemu ja”. Niestety stąd już tylko krok do stosowania przymusu i przemocy. Typową narracją wszelkiej maści etatystów jest, że jeśli ktoś nie rozumie własnego dobra, to „starsi i mądrzejsi” mogą, a nawet wręcz powinni go „wyzwolić” wbrew jego woli, narzucając mu to, co rzekomo jest obiektywnie dobre i racjonalne. Polacy chcą palić papierosy? Bo są uzależnieni, czyli zniewoleni. Akcyza ich wyzwoli. Polacy chcą pić alkohol? No nawet jak nie są teraz alkoholikami, to mogą zostać. Racjonalny człowiek nie pije, więc pijący są zdziecinniali i trzeba decydować za nich.

Berlin nie zwrócił jednak wystarczająco uwagi, że paternalizm i raczkujący totalitaryzm to nie jedyny problem, związany z pozytywną koncepcją wolności. Mimo wszystko częściej występującym i słabiej rozpoznanym, a w związku z tym być może poważniejszym zagrożeniem, jest utożsamianie wolności i powiązanych z nią praw człowieka z szeroką gamą roszczeń. Z tego, że każdy ma „prawo do życia”, wnioskuje się, że każdy ma prawo jeść co najmniej jeden ciepły posiłek dziennie, mieć dostęp do Internetu, studiów, kultury, antykoncepcji i każdy powinien móc jeździć na wakacje, realizować swoje pasje i generalnie wszystko, co człowiek sobie wymarzy, to jest jego prawem, które państwo powinno gwarantować za pomocą redystrybucji rzadkich zasobów. W tej ułomnej logice, jeśli nie finansujesz czegoś obcej osobie, to łamiesz jej liczne prawa. I co ciekawe – ta zasada nie obowiązuje poza arbitralnymi granicami państwa, w którym mieszkasz. Osoba sprzeciwiająca się redystrybucji w swoim kraju będzie łamać prawa człowieka, ale przeciętny fan wolności pozytywnej wcale nie łamie praw mieszkańców Trzeciego Świata, od których jest wielokrotnie zamożniejszy.

Ta mieszanina hipokryzji i chciejstwa nie ma żadnych sensownych podstaw do roszczenia sobie bycia obiektywną etyką. Takowa powinna być uniwersalistyczna tj. prawdziwa zawsze, wszędzie i dla każdego. Ciężko uzasadnić, byśmy byli odpowiedzialni za dobrostan ludzi na drugim końcu świata i prawdopodobnie nawet zwolennicy wolności pozytywnej tutaj się zgodzą. Dlaczego więc mamy być odpowiedzialni za obcych ludzi oddalonych po prostu o inną liczbę metrów? To jest jakiś rodzaj pokrętnego, marksistowskiego myślenia, że ilość przechodzi w jakość.

Oprócz odległości przestrzennej należy też tu rozważyć odległość czasową. Jeśli ludzie mają „wolność” do studiowania, czy do korzystania z Internetu, to znaczy cała ludzkość przed XX wieku żyła w stanie permanentnego pogwałcenia jej praw, o czym nawet nie wiedziała? My też żyjemy w takim stanie, bo nie mamy zagwarantowanego jakiegoś wynalazku, którego jeszcze nie wynaleziono? Jest to oczywisty absurd.

Gwoździem do trumny wolności pozytywnej jest fakt, że każda interpretacja słowa „wolność”, nieważne jak oryginalna i niezwykła, musi zawierać w sobie minimum wolności negatywnej, tj. musi istnieć sfera, w której nie napotykamy intencjonalnych przeszkód ze strony innych ludzi. Jest to dość wyraźny dowód na to, że wszelkiego rodzaju wolności pozytywne, czy „wolności wewnętrzne”, używają słowa „wolność” jako jakiejś metafory, czy punktu odniesienia, a potem dokładają do niego najróżniejsze treści, które zaciemniają pojęcie wolności i prowadzą do różnych sprzeczności. Bo jeśli ty masz „wolność” do studiowania na koszt innych ludzi, to oni najzwyczajniej w świecie nie mają wolności od bycia obciążanymi nadmiarowymi podatkami.

Jak widać, esej Berlina o dwóch koncepcjach wolności jest kluczowy w szeregu współczesnych sporów z zakresu filozofii moralności, polityki i prawa. Ma swoje braki, czy potknięcia, ale dobrze zarysowuje ramy dyskusji. Polecam go nadrobić koniecznie. Pozostałe teksty z tego zbioru – niekoniecznie.

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej



Artykuł „Cztery eseje o wolności”, Isaiah Berlin [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> „Odszkolnić Społeczeństwo”, Ivan Illich [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/odszkolnic-spoleczenstwo-ivan-illich-lekturyfwg/ Mon, 30 Jun 2025 13:12:46 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9685 W kraju, gdzie ludzie nie mogą dojść do konsensusu czy zniesienie prac domowych było dobre dla uczniów, propozycja Ivana Illicha, by całkowicie „odszkolnić społeczeństwo”, może się wydać utopijna. Ale nie można odmówić jej uroku.

Artykuł „Odszkolnić Społeczeństwo”, Ivan Illich [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Odszkolnić Społeczeństwo”, Ivan Illich [LekturyFWG]

Autor: FWG



W kraju, gdzie ludzie nie mogą dojść do konsensusu czy zniesienie prac domowych było dobre dla uczniów, propozycja Ivana Illicha, by całkowicie „odszkolnić społeczeństwo”, może się wydać utopijna. Ale nie można odmówić jej uroku.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

30.06.2025

Autor to austriacki filozof i teolog, który w toku swojej pracy w Ameryce Południowej porzucił Kościół rzymsko-katolicki, którego był kapłanem i przeszedł na pozycje skrajnie lewicowe, ocierające się momentami o anarchizm. Zasłynął z różnych publikacji, krytykujących współczesną kulturę poprzemysłową, lecz największą sławę zyskał dzięki swojej propozycji descholaryzacji społeczeństwa.

Illich sprzeciwia się instytucjonalizacji i komercjalizacji zdrowia, edukacji, bezpieczeństwa, godności, twórczości czy swobody przemieszczania się. Różne słabości tych obszarów postrzega się na ogół na lewicy jako przejaw niedofinansowania, ale on nie sądzi, by sypanie pieniędzmi miało rozwiązać jakiekolwiek problemy. Żeby dobrze zobrazować swoje stanowisko, postanowił skupić się na zagadnieniu edukacji.

Autor, jak większość krytyków pruskiego modelu nauczania, zwraca uwagę na to, że szkoła ma negatywny wpływ na przyrodzoną ciekawość świata swoich uczniów i skupia się przede wszystkim na ich musztrowaniu, a nie uczeniu (co w dużej mierze pokrywa się z ustaleniami Bryana Caplana). Nie ogranicza się jednak do tych obserwacji i idzie dużo dalej. Stwierdza, że uszkolnieniu uległa cała kultura. Samodzielna nauka jest traktowana z podejrzliwością oraz w wielu zawodach, szczególnie w budżetówce, wymaga się formalnej edukacji, niekoniecznie oddającej faktyczną wiedzę i zdolności człowieka. Ponadto szkoła dzieli świat na dwie części, podobnie jak religia. Z jednej strony mamy sferę sacrum (akademicką, edukacyjną), z drugiej zaś profanum (codzienną, nieedukacyjną). Ten podział jest arbitralny, a jego skutkiem jest wykluczenie tych, którzy nie przeszli przez odpowiednie rytuały inicjacji i nie zdobyli stosownych dyplomów i certyfikatów.

Illich argumentuje, że szkoła nie tylko nie znosi nierówności, jak chcieliby entuzjaści powszechnego i obowiązkowego szkolnictwa, ale je wręcz sankcjonuje i pogłębia, tworząc nową kastę „oświeconych” i „nieoświeconych”. I to nie tylko w edukacji. Każda podstawowa potrzeba ludzka, na którą znajdzie się instytucjonalną odpowiedź, tworzy nową klasę ubóstwa. Przykładowo w Meksyku jeszcze w latach 60’ normą było rodzenie się i umieranie w swoim domu. Dekadę później porody i kończenie żywota we własnym łóżku było już oznaką albo ubóstwa, albo specjalnego uprzywilejowania. Zdaniem autora bieda w państwach rozwiniętych to niespełnianie sztucznego ideału konsumpcji w ważnych życiowych kwestiach i te wciąż pojawiające się nowe formy ubóstwa zwiększają wyuczoną bezradność i zależność od państwa, od którego oczekuje się dalszej, coraz bardziej rozbudowanej (dofinansowanej) instytucjonalizacji.

Za niespełnianiem ideału równości poprzez przymusowe szkolnictwo stoją też inne argumenty Illicha, oprócz wspomnianej już i dla rozsądnych ludzi raczej niekontrowersyjnej, nierówności wyników. Zdaje się, że dla większości dużo większym problemem będzie brak rzeczywistej równości szans. Nawet jeśli dzieci z biednych rodzin mają takie warunki nauki w szkole, jak dzieci z bogatych rodzin, to nadal brakuje im rozmów z rodzicami o wyższym kapitale społecznym, domowych bibliotek, wyjazdów na wycieczki, prywatnych korepetycji z ludźmi o kompetencjach przewyższających przeciętnego nauczyciela i wyższego poczucia własnej wartości. Dzieci z bogatszych rodzin w większym stopniu wykorzystują publiczne fundusze na edukację, bo zwyczajnie uczą się dłużej i częściej się dostają na najbardziej oblegane kierunki na najlepszych uniwersytetach. Autor przekonuje, że nie ma co wpompowywać więcej pieniędzy w system edukacji, bo będzie to mieć głównie charakter transferu do najbogatszych. Nie wspominając już o tym, że przecież reszta środków jest też przeznaczana na nadzór opiekuńczy, indoktrynację i wskazywanie ról społecznych, bo wszystkie te funkcje są nierozerwalne z nauczaniem szkolnym.

Autor jest całkowicie świadomy, że większość badań opowiada się za pogłębianiem instytucjonalizacji szkolnictwa, dlatego stwierdza potrzebę prowadzenia alternatywnych studiów nad możliwością wykorzystania technologii do budowania instytucji innego typu tj. takich, które służą osobistym, twórczym relacjom i umożliwiają realizację swoich wartości poza kontrolą technokratów. Nazywa je instytucjami towarzyskimi i przeciwstawia je instytucjom manipulacyjnym, które nakładają na nas obowiązek niechcianej konsumpcji czy uczestnictwa.

Na takich instytucjach towarzyskich oparte powinny być jego zdaniem sieci uczenia się. Polegałyby one na tym, że ludzie w różnym wieku spotykaliby się w różnych okolicznościach, by zgłębiać to, co ich aktualnie interesuje. W razie potrzeby sami dobieraliby sobie nauczycieli spośród dowolnych, chętnych do dzielenia się wiedzą osób.

By to zrealizować, ludzie rejestrowaliby się w specjalnych bazach, poprzez które szukaliby współpracowników i mentorów. Rozwój Internetu znacznie coś takiego ułatwił, ale szczególnie problematyczny jest postulat Illicha, dotyczący przyznawanej przy urodzeniu „edukacyjnej karty kredytowej”, którą ludzie mogliby płacić za edukację w dowolnym miejscu i w dowolnym momencie życia. Nie wyjaśnił on, jak to miałoby działać, więc nasuwa się pytanie, czy te środki nie byłyby defraudowane, nie wspominając o wątpliwości etycznej samych tych transferów.

Książka Ilicha jest ciekawa z liberalnego punktu widzenia z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy wskazywał już kiedyś w swoich wystąpieniach dr Marcin Chmielowski z Fundacji Wolności i Przedsiębiorczości. „Odszkolnić społeczeństwo” pokazuje, jak myśleć strategicznie i jak wykorzystywać postulaty swoich przeciwników ideologicznych do własnych celów. Austriacki filozof, by zrealizować swoją lewicową utopię, był skłonny poprzeć ideę bonu edukacyjnego liberalnego ekonomisty Miltona Friedmana, bo przybliżyłaby go do celu. To taka paradoksalna lekcja realizmu od, zdawałoby się, odklejonego od rzeczywistości marzyciela.

Drugi powód jest taki, że z perspektywy czasu możemy zobaczyć, jak uwsteczniająca jest lewicowa technofobia. Jego postulaty, by zamiast telewizji rozwijać biblioteki kaset magnetofonowych, zamiast dróg dla samochodów budować mechaniczne osły czy ograniczać użycie łącz telefonicznych przez komputery, dziś wydają się śmieszne. Jest oczywiste, że gdyby potraktowano je poważnie w latach 70., świat rozwinąłby się gospodarczo i technologicznie znacznie mniej.

Jeśli jesteście gotowi na swojego rodzaju egzotyczną podróż po świecie idei, to polecam szczególnie pierwszy rozdział książki Illicha, który się wydaje najbardziej konkretny i porusza ważny temat zmniejszenia, czy wręcz wyeliminowania opresyjności szkolnictwa, bez wyrządzenia szkód naszemu kapitałowi ludzkiemu. Reszta to niestety głównie powtórzenia i mało interesujące bzdury.

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej



Artykuł „Odszkolnić Społeczeństwo”, Ivan Illich [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> Argentyna – kraj politycznych eksperymentów? Recenzja dwóch książek o Mileiu https://wolnagospodarka.info/argentyna-kraj-politycznych-eksperymentow-recenzja-dwoch-ksiazek-o-mileiu/ Mon, 23 Jun 2025 11:15:28 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9648 W maju tego roku ukazały się w języku polskim aż dwie książki o prezydencie Argentyny Javierze Mileiu. Kim jest ten człowiek? Skąd pochodzą jego idee? Dokąd zmierza kraj pod jego rządami i czy w ogóle nie jest za wcześnie na tego typu publikacje? Odpowiedzi na większość tego typu pytań są już na wyciągnięcie ręki.

Artykuł Argentyna – kraj politycznych eksperymentów? Recenzja dwóch książek o Mileiu pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

Argentyna – kraj politycznych eksperymentów? Recenzja dwóch książek o Mileiu

Autor: FWG



W maju tego roku ukazały się w języku polskim aż dwie książki o prezydencie Argentyny Javierze Mileiu. Kim jest ten człowiek? Skąd pochodzą jego idee? Dokąd zmierza kraj pod jego rządami i czy w ogóle nie jest za wcześnie na tego typu publikacje? Odpowiedzi na większość tego typu pytań są już na wyciągnięcie ręki.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

23.06.2025

Pierwsza książka to „Era Mileia” autorstwa Philipa Baggusa, wydana w Polsce przez Instytut Misesa i wsparta przez FWG. Druga książka ma dwóch autorów – Nicolasa Marqueza i Marcela Duclosa – i nosi tytuł „Milei. Rewolucja, której elity polityczne się nie spodziewały”. Za jej wydaniem stoi Freedom Publishing. Wszyscy trzej autorzy znają Mileia osobiście, więc są prawdopodobnie dość wiarygodnymi źródłami wiedzy na jego temat.

To odpowiedzmy sobie teraz na pytanie, które może nurtować każdego, kto nie miał jeszcze tych książek w rękach. Jaki jest sens pisania biografii nie tylko kogoś, kto jeszcze żyje i nie skończył swojej kariery politycznej, ale przede wszystkim kogoś, kto nie zakończył nawet swojej pierwszej kadencji jako prezydent? Przecież reformy, które są przeprowadzane w Argentynie, dzieją się dosłownie teraz. Zanim autorzy skończyliby swoje książki, wydawcy je wydali w oryginalnych językach, a następnie polskie wydawnictwa by je przetłumaczyły i wypuściły na polski rynek, to niektóre rzeczy mogłyby się pozmieniać sto razy. Na szczęście Baggus, Marquez i Duclos przewidzieli ten problem i napisali je tak, by nie zestarzały się zbyt szybko.

Jest tak za sprawą konstrukcji ich książek, które w zasadzie są dość podobne. W obu zapoznajemy się z historią Argentyny, niszczonej przez różnej maści socjalistów, którzy doprowadzili do ruiny jedno z najbogatszych państw na świecie. Czytamy w nich o bardzo wczesnym zainteresowaniu Mileia ekonomią i o jego ideologicznej podróży od keynesizmu, przez szkołę neoklasyczną, aż po szkołę austriacką. Dowiadujemy się o jego motywacjach politycznych, libertarianizmie, wojnie kulturowej oraz o zwycięskiej kampanii wyborczej z 2023 roku.

Niezwykle ważne w zrozumieniu aktualnej sytuacji Argentyny jest uświadomienie sobie najpierw motywacji Mileia. Bez wzięcia ich pod uwagę, nieżyczliwi ludzie są skłonni oskarżać go o faszyzm, bo nie pozwala protestującym blokować dróg; przestał finansować publicznymi pieniędzmi różne tuby propagandowe czy krytykuje wokizm. Tymczasem on nie chce, by inflacja pożerała ludzkie oszczędności, by ludzie z ograniczoną przez państwo inicjatywą żyli w biedzie, czy też by ubodzy musieli utrzymywać pasożytującą na nich uprzywilejowaną kastę. Jest w swoim przekazie w pewnym stopniu populistyczny, ale nie w potocznym znaczeniu obiecywania jakichś gruszek na wierzbie. Jego obietnice są bardzo realne i widzimy już, że przynoszą pierwsze owoce. Milei jest populistyczny co najwyżej w takim sensie, że nie waha się, często bardzo ostrym językiem, potępiać wszystkich dotychczasowych beneficjentów systemu i podkreślać, że są oni dla przeciętnego Argentyńczyka wrogiem. Przy czym prezydent jest oczywiście jako libertarianin wrogi strukturom państwowym jako takim, ale nie wyszczególnia demokracji jako jakiegoś szczególnego zła i nie obiecuje jej zniszczenia pod swoimi rządami. Gdyby nie demokracja, nie miałby przecież w ogóle okazji wziąć się za uzdrawianie swojego kraju. Dlatego, w przeciwieństwie do swoich poprzedników, nikogo nie prześladuje i nie marginalizuje. Nawet wśród jego bliskich współpracowników jest pluralizm poglądów na różne zagadnienia, w tym tak kontrowersyjne jak aborcja.

Obie książki stanowią więc nie tylko próbę zrozumienia fenomenu samego Mileia, ale także szerzej – wyjaśnienia, dlaczego Argentyńczycy są gotowi zaryzykować i oddać władzę nawet anarchokapitaliście, byleby wyrwać swój kraj z nędzy. Niezależnie od tego, jak potoczą się dalsze losy prezydentury Mileia, jego sylwetka już teraz inspiruje debatę o granicach wolności, roli państwa i odwadze głoszenia skrajnie niepopularnych poglądów przez polityków. Być może za kilka lat powstaną kolejne, bardziej kompletne biografie, ale już dziś warto sięgnąć po te publikacje, by lepiej zrozumieć nie tylko samego Mileia, ale i współczesną Argentynę – kraj, który znów stał się laboratorium politycznych eksperymentów.

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej

Te tytuły znajdują się w zbiorach Biblioteki Wolności:

Era Mileia>>

Milei. Rewolucja, której elity polityczne się nie spodziewały>>



Artykuł Argentyna – kraj politycznych eksperymentów? Recenzja dwóch książek o Mileiu pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> „Prawy umysł”, Jonathan Haidt [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/prawy-umysl-jonathan-haidt-lekturyfwg/ Fri, 06 Jun 2025 05:54:14 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9571 Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego polityka i religia tak bardzo dzielą ludzi? Tak się składa, że autor tej książki nie tylko się nad tym zastanawiał, ale też całkiem nieźle to wyjaśnił.

Artykuł „Prawy umysł”, Jonathan Haidt [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Prawy umysł”, Jonathan Haidt [LekturyFWG]

Autor: FWG



Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego polityka i religia tak bardzo dzielą ludzi? Tak się składa, że autor tej książki nie tylko się nad tym zastanawiał, ale też całkiem nieźle to wyjaśnił.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

06.06.2025

Jonathan Haidt, bo o nim mowa, to znany na całym świecie psycholog ewolucyjny. W Prawym umyśle przedstawia w przystępnej formie wyniki swoich wieloletnich badań nad fundamentami ludzkiej moralności. Co prawda nie zabrakło tu potknięć w postaci błędnych rozumowań, mylenia podstawowych pojęć czy metodologicznie wątpliwych eksperymentów, ale nawet z pozycji hiperkrytycznych trzeba przyznać, że teoria autora jako całość doskonale się broni i że najzwyczajniej w świecie jest przekonująca.

Smaki moralne

Haidt przekonuje, że zdecydowana większość naszej moralności, na którą składają się niektóre nasze zachowania i oceny działań innych ludzi, jest sprowadzalna do kilku fundamentów. Przydatna okazuje się tu analogia do smaków.

Praktycznie wszyscy rodzimy się z językami i mózgami zdolnymi do rejestrowania kilku podstawowych smaków, takich jak słodki, słony, kwaśny, gorzki i umami. Wszystko co jemy i pijemy, odbieramy jako różne proporcje tych smaków. I choć wszyscy odczuwamy te smaki, to jednak nie wszyscy odczuwamy je w ten sam sposób. Przysmak jednego jest koszmarem drugiego. Znamienne jest też to, że smaki mogą nam się zmieniać z wiekiem (dorośli nie mają przeważnie już takiej preferencji słodkiego, jak dzieci) oraz że można je trenować (smakosze piwa wyrabiają sobie wyższą tolerancję na goryczkę).

Podobnie jest z moralnością. Ma ona kilka podstawowych fundamentów, które są wrodzone (z wyjątkiem psychopatów); mogą się one w różny sposób łączyć w naszym światopoglądzie; są zróżnicowane geograficznie; mamy różne preferencje i możemy je w pewnym stopniu kształtować, ale też nie ma co liczyć na gwałtowne zmiany.

Pierwszym smakiem moralnym jest troska. Pierwotnie włączały ją cierpienie i stres doznawane przez nasze potomstwo, zmuszając nas do reakcji w celu zachowania przy życiu nośnika naszych genów. Z czasem, na skutek różnych presji selekcyjnych, nauczyliśmy się nią obdarzać także inne, obce dzieci z naszej grupy, dorosłych oraz urocze zwierzęta. Warto jednak zauważyć, że prawdziwa troska jest zawsze lokalna i zindywidualizowana. Deklaracja myślenia o abstrakcyjnej ludzkości czy społeczeństwie nie jest troską a mylącą metaforą.

Drugi smak to sprawiedliwość. Jej poczucie było niezbędne do pielęgnowania współpracy, która zapewniła nam przewagę nie tylko nad całym światem zwierząt, ale także nad innymi gatunkami ludzkimi (zob. recenzję Przetrwają najżyczliwsi). Jeśli gapowicze, korzystający z zasobów i niepomagający wspólnocie w żaden sposób nie byliby karani, to z czysto biologicznego punktu widzenia ich zachowanie byłoby premiowane – nic nie ryzykują, nie tracą energii, a są karmieni i bronieni przez innych. To zaś oczywiście zniechęcałoby pozostałych do produktywnej pracy albo kooperacji.

Niezwykle wartościowe jest tu ustalenie przez Haidta, że sprawiedliwość jest przede wszystkim odpowiednią proporcją w nagradzaniu i karaniu, a nie równą dystrybucją dóbr. Można więc śmiało stwierdzić, że lewica opowiadająca o sprawiedliwości społecznej, zwyczajnie próbuje ubrać troskę w szaty sprawiedliwości i wprowadza chaos semantyczny.

Trzeci smak to lojalność, który także służył budowaniu, utrzymywaniu i zacieśnianiu współpracy. Brak lojalności to nie tyle brak pozytywnego wkładu we wspólnotę, jak w przypadku braku sprawiedliwości, ale aktywne działanie na jej szkodę lub na rzecz konkurencyjnej grupy.

Czwarty smak to autorytet. Pomaga on budować obopólnie korzystne relacje w obrębie danej hierarchii. Samiec alfa w grupach zwierząt nie tylko ma uprzywilejowany dostęp do zasobów ze względu na swoją siłę, ale także pełni pożyteczną funkcję zapobiegania i rozwiązywania konfliktów pomiędzy innymi osobnikami w grupie. Społeczności bez autorytetów mogły bardzo łatwo pogrążyć się w wojnie domowej – hierarchie są źródłem stabilności.

Piąty smak, świętość, był odpowiedzią na dylemat wszystkożercy – co jeść, żeby się nie zatruć oraz adaptacją do życia w świecie pełnym patogenów i pasożytów. Mnóstwo zasad rytualnych najstarszych religii sprowadza się do unikania nieodpowiedniego jedzenia, dedykowania osobnej ręki do „nieczystych działań” oraz niedotykania krwi, odchodów, ran itp. Często wierzenia zalecają różne rytualne obmycia, bo to, co święte, jest czyste. To, co brudne, jest przeciwieństwem świętego w tej logice. Poczucie świętości/czystości nauczyło nas nieufności wobec rozmaitych obiektów i zagrożeń o charakterze symbolicznym, a także przypisywania wielkiej wartości specjalnym obiektom (relikwiom, miejscom kultu), co sprzyjało budowaniu tożsamości grupowej.

Ostatni, szósty smak to wolność. Sprawia on, że ludzie z niechęcią reagują na próby zdominowania innych. Jeśli taka próba nie jest podyktowana jakimś autorytetem albo przybiera rozmiary subiektywnie zbyt przemocowe, ludzie są skłonni się jednoczyć dla obalenia tyrana.  Niestety smak ten został wyodrębniony przez Haidta najpóźniej, więc jest najsłabiej opisany.

Jeździec i słoń

Ustaliliśmy, że moralność jest w dużej mierze wrodzona i że różne smaki moralne różni ludzie mogą odczuwać w odmiennym stopniu. Ale czy to tłumaczy intensywność trwających wojen kulturowych między prawicą i lewicą? Niekoniecznie, dlatego Haidt zrobił przegląd najróżniejszych badań, z których wynika, że intuicje moralne tj. szybkie, automatyczne reakcje emocjonalne pojawiają się zawsze pierwsze w reakcji na jakąś sytuację, a rozumowanie następuje już po fakcie i służy głównie uzasadnianiu już podjętych ocen. Gdy ludzkie racjonalizacje są podważane, dyskutujący trwają przy swoim potępieniu, wymyślając często co raz bardziej absurdalne uzasadnienia.

Autor sięga tu po swoją słynną metaforę jeźdźca na słoniu. Słoń odpowiada za wszystkie nasze nieświadome procesy i emocje, a jeździec to rozum. Jeździec może kierować słoniem tam, gdzie zapragnie, ale pod warunkiem, że słoń jest spokojny. Jeśli coś go wzburzy, wystraszy czy zezłości, to malutki jeździec jest bezradny. Słoń staje się samosterowny, a rozum zostaje sprowadzony do roli jego adwokata.

Haidt pisze, że oczywiście są do pomyślenia sytuacje, gdy ktoś prowadzi dyskusję w przyjacielskiej atmosferze i pod wpływem argumentów oraz delikatnego nacisku społecznego zmienia zdanie, ale są to rzadkie sytuacje. Wyróżnia też specjalną grupę ludzi – filozofów, szczególnie uzdolnionych w zmienianiu zdania pod wpływem racjonalnych argumentów, ale wiąże to ze specyficznym treningiem i z faktem, że życiorysy wielu słynnych teoretyków moralności nasuwają skojarzenia ze spektrum autyzmu. Faktycznie niektóre osoby neuroróżnorodne mogą być bardziej predysponowane do niskiej empatii i wysokiego systematyzowania różnych kwestii, ale myślę, że kształcenie też jest istotne. To trochę jak z chirurgami, którzy uodparniają się na widok krwi. Zawodowi etycy muszą uodpornić się na widok emocji.

My kontra oni

Autor wykazuje, że przedstawiciele WEIRD (Western, Educated, Industrialized, Rich, Democratic – wykształconych, zachodnich, uprzemysłowionych, bogatych i demokratycznych społeczeństw) skupiają swoją moralność na fundamentach troski, sprawiedliwości i wolności, podczas gdy reszta świata wciąż korzysta ze smaków lojalności, autorytetu czy świętości. Ten bogatszy bukiet smakowy często wiąże się z łamaniem praw człowieka czy dyskryminacją jakichś grup np. kobiet, czy przedstawicieli niższych kast. Nie dziwi więc częsty brak sukcesów w zaszczepianiu zachodnich ideałów w cywilizacjach, które nie przepadają za naszą monotonną dietą moralną.

Haidt również pokazuje, że liberałowie i lewica skupiają się właśnie na fundamentach typowych dla WEIRD, podczas gdy konserwatyści korzystają ze wszystkich smaków moralnych. Dlatego ci pierwsi często wydają się tym drugim płytcy, odrzucając nacjonalizm, kult symboli państwowych czy religię, zaś konserwatyści jawią się nieraz liberałom i lewicowcom jako prymitywni i skupieni na jakichś atawizmach.

Autor, mimo że przyznaje się do bycia liberałem (w amerykańskim sensie tego słowa), trzyma się roli naukowca dostarczającego suchego opisu i strategicznie unika wyciągania wniosków, które mogłyby zrazić do niego konserwatystów, więc spróbuję je wyciągnąć za niego.

Ponieważ sam Haidt przyznaje, że różnice między WEIRD a resztą świata są mniejsze, niż między ludźmi z wysokim i niskim wykształceniem w obrębie pojedynczych państw, ciężko uniknąć wniosku, że ludzie z mniejszą liczbą fundamentów moralnych lepiej rozróżniają realną krzywdę od subiektywnych naruszeń konwencji i bliżsi sąsformułowania potencjalnie uniwersalistycznej etyki tj. prawdziwej zawsze i wszędzie. Tego typu etykę trudno jest odseparować od równości wobec prawa, więc jak najbardziej możemy wyjść poza poziom czysto opisowy i infantylny relatywizm. Fakt występowania różnych moralności nie oznacza, że są one równie dobre. I choć taki wniosek może napełniać pychą i podsycać wojny kulturowe, to nie sposób go ignorować. Pozostaje mieć nadzieję, że metafora jeźdźca i słonia pomoże nam ucywilizować debatę publiczną, która powinna jak najczęściej odbywać się przede wszystkim twarzą w twarz, a nie za pośrednictwem X-a (dawnego Twittera).

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej



Artykuł „Prawy umysł”, Jonathan Haidt [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> „Bujda na resorach”, Massimo Pigliucci [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/bujda-na-resorach-massimo-pigliucci-lekturyfwg/ Mon, 26 May 2025 14:59:57 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9537 W świecie, w którym każdy chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami online, a powoływanie się na „naukę” bywa orężem w walce politycznej, pytanie „czym właściwie jest nauka?” nabiera nowego znaczenia.

Artykuł „Bujda na resorach”, Massimo Pigliucci [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Bujda na resorach”, Massimo Pigliucci [LekturyFWG]

Autor: FWG



W świecie, w którym każdy chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami online, a powoływanie się na „naukę” bywa orężem w walce politycznej, pytanie „czym właściwie jest nauka?” nabiera nowego znaczenia.

Przekaż 1,5% podatku na OPP

26.05.2025

Massimo Pigliucci w książce Bujda na resorach nie daje prostych odpowiedzi, ale uczy, jak nie dać się nabrać na bzdury – nawet te w naukowym przebraniu. Biorąc pod uwagę, jak łatwo nauka i jej imitacje mogą służyć legitymizowaniu interwencjonizmu państwowego, zrozumienie różnic między nimi wydaje się ważne dla każdego liberała.

Nauka – pseudonauka – prawie nauka

Problem demarkacji – bo tak w filozofii określa się zagadnienie granicy pomiędzy nauką a innymi formami ludzkiej aktywności – trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, przede wszystkim dlatego, że nauka nie jest jednolita. Popularnonaukowy obraz nauki jest często skażony scjentyzmem i naiwnym przekonaniem, że metodyczne zdobywanie wiedzy musi odbywać się za pomocą eksperymentów, najlepiej na wzór fizyki. Tymczasem nawet nauki uważane za przyrodnicze, jak astronomia, biologia ewolucyjna czy geologia, świetnie sobie radzą bez eksperymentów, których najzwyczajniej w świecie nie mają nawet jak przeprowadzić. Dlatego absurdalne jest twierdzenie, że nauki społeczne, humanistyczne czy historyczne nie są do końca nauką i że są zbyt subiektywne – nikt nie odmówi astronomii statusu rzetelnej nauki, a przecież nie powtórzy ona Wielkiego Wybuchu i jest to w dużej mierze nauka… historyczna.

Poszczególne nauki muszą różnić się metodologią, bo świat jest zbyt skomplikowany, by do wszystkiego podchodzić tak samo. Warto tu przypomnieć recenzję książki Hayeka, bo szkoła austriacka w ekonomii, której był przedstawicielem, od dawna naucza o nieadekwatności modelowania matematycznego w naukach społecznych.

Faktem jest, że fizycy (szczególnie fizycy cząstek) potrafią wyjaśnić ponad 90% zmienności w swoich badaniach, podczas gdy naukowcy społeczni czy biolodzy ewolucyjni osiągają poziom „zaledwie” 25-35%. Oznacza to, że w „naukach ścisłych” (to potoczne określenie nie bierze pod uwagę, że każda nauka jest ścisła) większość obserwowanych zjawisk daje się przewidzieć i opisać znanymi prawami, podczas gdy w naukach o złożonych systemach (ludzie, społeczeństwa, ewolucja) większość zmienności pozostaje niewyjaśniona. Często pomija się jednak fakt, że pseudonauki mają moc wyjaśniającą bliską zeru, więc nawet te 25-35% to bardzo dobry wynik. To, że uczciwi ekonomiści nie potrafią wróżyć z fusów i szklanej kuli, by wskazać dokładne daty jakichś zdarzeń, nie oznacza, że nie uprawiają nauki, że ich badania nie mają sensu i że nie mogą wskazywać ogólnych tendencji ceteris paribus.

Niestety problemu pseudonauki nie rozwiążemy stwierdzając tylko, że słabo wyjaśnia zmienność wyników badań, bo istnieje też swoista szara strefa. Problemy związane ze świadomością nieustannie balansują między naukami kognitywnymi, filozofią i zwykłym bełkotem. Z kolei, niektóre teorie psychologii ewolucyjnej stanowią zwyczajne projektowanie naleciałości kulturowych na biologię człowieka. Teorie te mogą ewoluować w kierunku nauki lub pseudonauki w zależności od rozwoju metod i dowodów.

Ale co z teorią strun, która matematycznie jest bardzo obiecująca i z którą pracuje wielu najprawdziwszych fizyków, ale której nie sposób dowieść? Albo jeszcze lepsze pytanie: co z SETI, czyli programem poszukiwania życia pozaziemskiego? Zajmują się tym profesjonalni astronomowie, korzystając z całego dorobku współczesnej nauki, ale nie są w stanie stwierdzić, w którym momencie należy definitywnie powiedzieć „nie ma życia pozaziemskiego”, a do kiedy należy szukać.

Biorąc pod uwagę to wszystko, wydaje się, że należy traktować naukę na zasadzie „podobieństwa rodzinnego”. Austriacki filozof Ludwig Wittgenstein zwracał uwagę, że nie można ująć esencji niektórych rzeczy i że określamy je tym samym słowem tylko na zasadzie pewnego nieuchwytnego podobieństwa. Grą może być gra w piłkę czy w chińczyka, ale grać też można w teatrze czy na giełdzie. Intuicyjnie łapiemy, że między tymi ostatnimi a grą w piłkę jest zdecydowanie większa przepaść niż pomiędzy koszykówką a siatkówką. A jednak wszystkie są w jakiś sposób grami. No i może podobnie jest z nauką. W jednej się robi eksperymenty, w innej czyta teksty źródłowe, a jeszcze w innej przeprowadza się aprioryczno-dedukcyjne rozumowania. Żadne z tych działań nie jest bardziej naukowe, tak samo jak gra w piłkę nie jest bardziej grą od gry w teatrze.

Nauka powinna być oceniana przez pryzmat wielu rzeczy: zgodności z istniejącymi teoriami, powtarzalności wyników, otwartości na krytykę czy zdolność do samokorekty. Jednakże brak któregoś z tych czynników nie zawsze przekreśla daną dziedzinę jako naukową. Można tu wskazać fakt, że nie wszystkie anomalie jesteśmy w stanie wyjaśnić, czy że wiele odkryć, które dziś są uznawane za naukowe, nie było zgodnych z dawnymi teoriami i musiało minąć trochę czasu, zanim się przyjęły.

Nauka, polityka i think tanki

Książka przekonuje, że nauka jest najlepszym narzędziem poznania świata, ale nie jest nieomylna ani wszechstronna. Pigliucci uczula na „naukowy autorytaryzm” – przekonanie, że wystarczy powołać się na „ekspertów”, by zamknąć dyskusję. Często prace naukowe są cytowane tendencyjnie i bez zrozumienia, potrafią być błędne metodologicznie i mogą być za mało istotne, by podważyć konsensus naukowy. Jeśli chodzi o ten ostatni, to konsensus naukowy oczywiście jest ważny, ale nie powinien być mylony z prawdą objawioną, bo jednak nauka cały czas się rozwija.

W związku z tymi ostrzeżeniami Pigliucci przestrzega szczególnie przed ekspertami medialnymi i think tankami, ale tutaj wykazuje się trochę małym zrozumieniem tematu. Wspomina m.in. o CATO Institute, które przez lata negowało zmiany klimatu, by w końcu – pod naporem dowodów – zmienić stanowisko. To ostatnie dodaje tylko mimochodem, żeby ochronić się przed krytyką, a cały wydźwięk jego wypowiedzi sugeruje, jakoby każdy sceptyk antropogenicznych zmian klimatu w latach 90. był cynikiem opłacanym przez producentów paliw kopalnych. Autor nie dostrzega, że opór wobec „zielonej” polityki często wynikał z uzasadnionej nieufności wobec klimatologów i aktywistów, którzy – nie mając kompetencji ekonomicznych – forsowali kosztowne i interwencjonistyczne kroki dla przeciwdziałania globalnemu ociepleniu, niepotrzebnie załączając je do swoich czysto opisowych tez na temat klimatu. Dziś te zmiany są oczywiste nawet dla CATO i bynajmniej nie dlatego, że producenci ropy, gazu i węgla przestali być hojni (o ich wpływie na antyatomową histerię możesz przeczytać tutaj).

Także autor nieświadomie przywołał dobry przykład, jak nauka bywa wykorzystywana jako narzędzie nacisku politycznego, a eksperci nie zawsze wiedzą, o czym mówią poza własną dziedziną – i ekonomiści o klimacie i klimatolodzy o ekonomii.

Wojny naukowe

W swojej recenzji poruszyłem wątki, które były subiektywnie najbardziej interesujące, ale bynajmniej nie wyczerpują one zakresu tematycznego tej książki. Wbrew pozorom, które mogłem stworzyć, nie jest to praca abstrakcyjna i zawiera dużo ciekawych przykładów „wojen naukowych” – jak Pigliucci określa spory z pogranicza nauki i pseudonauki. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak Kościół prawosławny w Etiopii leczył AIDS wodą święconą i okładaniem drewnianymi krzyżami, albo dlaczego astrologia nie ma sensu, to Bujda na resorach jest pełna tego typu lżejszej tematyki.

Autor pokusił się też o skrótowe przedstawienie historii nauki od myślenia magicznego przez filozofię naturalną aż do współczesności, ale jest tu pełno popularnych błędów i widać, że historia filozofii nie jest jego specjalizacją.

Mimo różnych potknięć, Bujda na resorach to książka godna polecenia każdemu, kto ceni racjonalizm i rozumie potrzebę obrony przed fałszem oraz kontroli nawet naszych autorytetów poznawczych, jakimi są naukowcy. Dla liberała to przede wszystkim ostrzeżenie przed cyniczną instrumentalizacją nauki na potrzeby propagandy politycznej i zachęta do krytycznego podejścia do „naukowych” argumentów w debacie publicznej.

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej

Tytuł ten znajduje się w zbiorach Biblioteki Wolności: https://bibliotekawolnosci.biblioteki.pl/3943500007739/massimo-pigliucci/bujda-na-resorach?bibFilter=394



Artykuł „Bujda na resorach”, Massimo Pigliucci [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]> „Narodziny współczesnej ekonomii”, Mark Skousen [LekturyFWG] https://wolnagospodarka.info/narodziny-wspolczesnej-ekonomii-mark-skousen-lekturyfwg/ Wed, 30 Apr 2025 08:38:01 +0000 https://wolnagospodarka.info/?p=9448 Narodziny współczesnej ekonomii Marka Skousena to prawdopodobnie jedno z najlepszych dzieł dotyczących historii myśli ekonomicznej, jakie zarówno ekonomista, jak i laik mogliby przeczytać.

Artykuł „Narodziny współczesnej ekonomii”, Mark Skousen [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>
.avia-section.av-kqrsjv3k-08851eed9fc534297935ed9b91110769{ background-repeat:no-repeat; background-image:url(https://wolnagospodarka.info/wp-content/uploads/2021/06/tlo-wpisy-1.jpg); background-position:0% 50%; background-attachment:scroll; }

„Narodziny współczesnej ekonomii”, Mark Skousen [LekturyFWG]

Autor: FWG



„Narodziny współczesnej ekonomii” Marka Skousena to prawdopodobnie jedno z najlepszych dzieł dotyczących historii myśli ekonomicznej, jakie zarówno ekonomista, jak i laik mogliby przeczytać.  

Przekaż 1,5% podatku na OPP

30.04.2025

Przestrzeń w książce poświęcona wyjaśnianiu zagadnień stricte ekonomicznych jest trochę mniej rozbudowana, niż w przeciętnym podręczniku historycznym, ale to w gruncie rzeczy stanowi atut tej pozycji. Oprócz konkretnych pomysłów jak działa gospodarka i obszernych sekcji biograficznych jest tu też opisany rozwój nauki ekonomii z szerszej, historycznej perspektywy. Czytelnik dowiaduje się, jakie koncepcje były odpowiedzią na co i jaki odzew konkretne idee spotykały ze strony innych uczonych i społeczeństwa.

Osobne rozdziały, stanowiące najważniejsze punkty całej opowieści, otrzymują: A. Smith, francuscy leseferyści: J. B. Say, F. Bastiat; D. Ricardo, J. S. Mill, K. Marks, austriacy: C. Menger, E. Bohm-Bawerk, F. von Wieser, A. Marshall, ekonomiści amerykańscy przełomu wieków, T. Veblen z M. Weberem, I. Fisher, L, von Mises z K. Wicksellem, J. M. Keynes, P.  Samuelson, M. Friedman, J. Schumpeter i ekonomiści drugiej połowy XX wieku.

Szczególnie ciekawe jest spojrzenie na XX wiek i chwilową dominację keynesizmu, po której nastąpił powrót szkoły neoklasycznej do głównego nurtu. Świadectwem tego miał być chociażby podręcznik neokeynesisty Mankiwa z 1998 r. Krótkookresowy model Keynesa otrzymuje status ciekawostki, gdzieś na końcu książki, a cały wykład zaczyna się od modelu klasycznego.

Do dziś w świecie nauki utrzymuje się rozpoczęta wtedy tendencja, zgodnie z którą poszczególne szkoły i nurty ekonomii, jakie są obecne w obiegu, traktuje się jako uszczegółowienia różnych obszarów, które model neoklasyczny zdaje się pomijać. Skousen opisuje też jak keynesista i laureat „nagrody Nobla” Paul Samuelson modyfikował, wraz z kolejnymi wydaniami, swój najpopularniejszy w historii podręcznik (pierwsze wydanie 1948), przyznając się tak naprawdę, na różnych polach, do ideologicznej porażki.

Mimo tego z jakiegoś powodu ten podręcznik jest wciąż wydawany, a wykładowcy nadal zalecają czytanie go. Także w Polsce na uniwersytetach można mieć dziwne wrażenie, że kompromitacja keynesizmu w ogóle nie dotarła do świadomości ludzi kształconych jeszcze w PRL-u albo na początku transformacji ustrojowej i że przekazują kolejnym pokoleniom obraz keynesizmu jako głównego nurtu ekonomii, albo co najmniej głównej poprawki dla szkoły neoklasycznej. Zresztą nie tylko dobór podręczników do mikro i makroekonomii podyktowany bywa ideologią, ale też podręczniki do historii ekonomii są pisane tak, jakby keynesizm był głównym osiągnięciem w historii tej nauki, a szkoła austriacka nigdy nie istniała albo zakończyła się na Mengerze, czy jego bezpośrednich uczniach.

To kolejny ważny wyróżnik Narodzin współczesnej ekonomii, bo autor nie pomija nielubianych przez siebie ekonomistów no i przede wszystkim oddaje sprawiedliwość szkole austriackiej, o której jego zdaniem nie mówi się wystarczająco wiele (jak i o samej metodologii, która jest jej wyróżnikiem). W związku z tym śmiem twierdzić, że mimo jawnie liberalnych sympatii Skousena, dobór tematów jest bardziej zbalansowany i zwyczajnie uczciwszy, niż u innych autorów.

Jeśli więc chcecie uzupełnić wiedzę ze studiów albo po raz pierwszy zanurzyć się w historię ekonomii, sięgnijcie po to świetne połączenie dużej dawki wiedzy ekonomicznej, przystępnego języka i biograficznych ciekawostek, bo tę książkę się po prostu dobrze czyta.

Autor tekstu: Adrian Łazarski, specjalista ds. biblioteki i projektów, Fundacja Wolności Gospodarczej

Tytuł ten znajduje się w zbiorach Biblioteki Wolności: https://bibliotekawolnosci.biblioteki.pl/3943500007522/mark-skousen/narodziny-wspolczesnej-ekonomii?bibFilter=394



Artykuł „Narodziny współczesnej ekonomii”, Mark Skousen [LekturyFWG] pochodzi z serwisu Fundacja Wolności Gospodarczej.

]]>